czwartek, 31 marca 2011

TK Maxx - my opinion.


Materiał filmowy jest z Warszawy. Niestety. I to jest w sumie dość ważny argument, bo jeszcze w TK Maxx w Warszawie nie byłem i nie wiem jak to tam wygląda. Może ktoś, kto jest ze stolicy, mi to przybliży. Odwiedzam natomiast łódzki sklep tego typu i o nim kilka słów.
W Łodzi TK Maxx znajduje się w Pasażu Łódzkim. To, co rzuca się od razu w oczy po wejściu do sklepu, to bałagan. Na niektórych działach, np okulary, torby i dodatki panuje wręcz burdel. Obsługi prawie nie ma, jedna osoba przy przebieralni, kilka przy kasach.
Może będę omawiał ten sklep działami:

Ubrania męskie: jeszcze nic interesującego nie wpadło mi tam w oko. W Łodzi nie ma działu złotych metek, więc niektóre firmy są mi w ogóle nieznane. Czasami mam wrażenie, że kilka modeli koszul, bluz, spodni widziałem na rynku w Turcji, a to dobrze nie świadczy o TK Maxxie. Być może to wina mojego gustu. Nie lubię wzorów na koszulach, marynarek a'la szafa dziadka, dziurawych jeansów, pasków z gigantycznymi klamrami. Szału nie ma.

Kosmetyki: Lubię pierdółki do łazienki, ładne zapachy, designerskie opakowania. Dział kosmetyków zaczyna się jednak kurczyć, a największym szokiem było dla mnie znalezienie kremu do rąk Ziaja z kozim mlekiem. Większość produktów to znowu nieznane mi marki, pootwierane opakowania, zapachy w stylu szafy babci. Najlepiej chyba prezentują się zapachowe świece i mydła. Te dwa "produkty" nie będą nam w stanie zaszkodzić, więc może kiedyś się skuszę.

Buty: Ostatnio wpadły mi w oko białe buty za kostkę firmy Puma i chyba je kupię. Gdy to zrobię, zdam relację. Jednak to jedyne buty, które nadają się do noszenia z działu obuwie. Plusem jest to, że dostępna jest pełna rozmiarówka. Noszę rozmiar 45 i czasami mam problem w innych sklepach.

Dział DOM: Tutaj wiele plusów. Duperele do domu zawsze się przydają, więc jest ich sporo. Podobają mi się bidony, akcesoria kuchenne, poduszki, foremki do ciastek. Niestety, często opakowania są zniszczone, zalane wodą, porwane. Zestawy do aromaterapii niekompletne. Świetne papeterie również.

Ceny: W UK takie sklepy jak TK Maxx czy Primark spełniają funkcję naszej Biedronki czy Kauflandu: za 10 funtów obkupisz się tam jak car, wyniesiesz całe siaty ubrań i dodatków. W Polsce jak zawsze musi być inaczej. Mnie nie kręcą mydła za 23 zł czy koszule za 100 zł. Rozumiem, ze przeliczając funta na złotówkę zawsze zapłacimy więcej, ale nie o to chyba chodziło. Za rzeczy uszkodzone, zalane, porwane, niekompletne nie powinno płacić się pełnej kwoty. Na dodatek tam nie ma magazynów, lampy z urwanym kloszem nie możemy zamienić na nieuszkodzoną, chyba, że takowa znajduje się na sklepie.

Uważam, że przy takiej różnorodności towaru w internecie, na allegro, czy w zwykłych sieciówkach TK Maxx nie wyróżnia się niczym szczególnym, a wręcz wypada blado.

niedziela, 20 marca 2011

How to tie a bow-tie from thediscerningbrute.com

Klikając poniższy link możecie zobaczyć jak łatwo zawiązać muszkę. Warto się uczyć takich technik.


Spring 2011 by Turk + Taylor

Kolorowo. Kraciasto. Wesoło. Strona Bigcartel proponuje nam kolekcję recyclingową, stworzoną z resztek balonów (hot-air-ballons). Oczywiście, jak za wszystkie eko sprawy musimy słono zapłacić. Koszula w cenie 172$.



Tylko minę Pan ma jakąś nietęgą.

sobota, 19 marca 2011

Life Ball 2011 by Susanne Stemmer i Markus Morianz.

Sporo zmian w moim życiu i to powód, dla którego nie było mnie tutaj przez moment.
O nowościach z życia doniosę innym razem, dziś chciałbym wspomnieć o sesji Life Ball 2011.






Life Ball to wiedeńska impreza charytatywna wspierająca i uświadamiająca ludzi o zagrożeniu wirusem HIV i AIDS. Nie jest to jednak piknik pod gruszą i naklejki do zeszytu, ale wydarzenie na ogromną skalę. Wszystko zaczęło się w 1992 roku za sprawą AIDS LIFE, Garego Keszlera i Torgoma Petrosiana.

Life Ball to pokazy mody najlepszych projektantów, koncerty, gwiazdy, celebryci, zabawa, barwne stroje i wszechogarniająca wszystkich miłość do bliźniego.
W tym roku pokaz mody szykuje Dsquared2 już 21 maja. Specjalnie na to wydarzenie przygotowano sesję promocyjną. Susanne Stemmer i Markus Morianz promują hasło tegorocznej zabawy "Spread The Wings of Tolerance". Zdjęcia nawiązują do legendarnych mistrzów fotografii czyli Pierre i Gilles. To chyba jedyny minus całego projektu. Stemmer i Morianz inspirowali się również mitologią, Rzymem czasów Aleksandra, biblijnymi przedstawieniami piekła, nieba, aniołów.Całość bardzo mi się podoba i nie uznaję tego za tandetę, ale Kamp, który zawsze ociera się o kicz. Niestety, para fotografów nie dorasta Pierrowi i Gillesowi do pięt, więc na niektórych zdjęciach widać totalną pustkę na twarzach modeli.


Dla porównania jedna z prac Pierra i Gilles'a: